Raciąska Struga kajakiem od źródeł, czyli moje ponowne odkrycie szlaku i emocjonująca wędrówka z Siedliska Grochowo do Nadolnej Karczmy.

Po blisko 24 latach od przepłynięcia Raciąskiej Strugi, postanowiłem ponownie ruszyć na ten szlak. Decyzji swojej nie żałuję, a wręcz przeciwnie, jestem sobie za nią ogromnie wdzięczny. Pamiętam jak 2 maja 2000 r., wraz z założycielami Activitasu i obecnego Siedliska Grochowo: Basią i Zbyszkiem Galińskimi (prywatnie moimi rodzicami), wyruszyliśmy na emocjonującą wycieczkę z Grochowa. Było to przed drugim sezonem w historii Siedliska Grochowo i oczywiście stanowiło dla nas punkt honoru, aby spłynąć „naszą” rzeką. Pamiętam, że wówczas szlak bardzo nas urzekł, dlatego postanowiłem powtórzyć spływ do Nadolnej Karczmy, co chodziło mi po głowie od pewnego czasu. Wypadkowych do spływu było oczywiście więcej, a główną z nich był wysoki stan wód powierzchniowych w tym roku. Czekałem jednak ze swoją wędrówką Raciąską Strugą, ponieważ postanowiłem wykorzystać ten fakt i najpierw poznać od źródeł jej dopływy, czyli Ciechocińską i Suską Strugę, które ogólnie są dość trudno dostępnymi szlakami. Po prawdzie, Raciąska Struga to nic innego jak naturalne przedłużenie Ciechocińskiej Strugi, która przed Jeziorem Grochowskim łączy się z ciekiem wodnym o nazwie „Struga” (płynący spod Chojnic). Od tego miejsca zmienia nazwę i płynie dalej jako Raciąska Struga. Ponadto, 200 m poniżej Siedliska Grochowo, rzeka łączy się z Suską Strugą i już razem płyną do Nadolnej Karczmy, gdzie wpadają do Brdy. Dla mnie osobiście, jako gospodarza Siedliska Grochowo i organizatora spływów kajakowych rzeką Brdą oraz innymi szlakami, Raciąska Struga stanowi doskonałą trasę alternatywną dla kajakarzy szukających odmiany od „oklepanych szlaków”. Położenie siedliska u zbiegu 4 strug stwarza dodatkowe możliwości dla wypraw kajakowych.

Właściwie to nie przygotowywałem się jakoś specjalnie do tej wędrówki. Sprzęt praktycznie miałem w gotowości, ponieważ co najmniej raz w tygodniu jestem na wodzie. Mam ten komfort, że mogę wybrać sobie jakiś ładny dzień na spływ i popłynąć. Na raciąską nie musiałem też jechać, ponieważ wodę mam pod nosem. Za każdym razem gdy wychodzę z domu, słyszę szum przelewającej się Raciąskiej Strugi, która koło naszego domu wypływa z Jeziora Grochowskiego. Czasami idąc po zmroku można nieźle się wystraszyć, kiedy bóbr uderzy swoim szerokim ogonem o taflę strugi. 🙂 Musiałem tylko dostosować się do grafiku Oli, która w Siedlisku Grochowo prowadzi pracownię psychologiczną „Harmonia”. No i szczęśliwie, w piątek 1 marca 2024 r., udało się wygospodarować 3 godziny żeby spłynąć i wrócić do domu. Z naszej przystani do Brdy mamy 10 km, więc nie przewidywałem, aby miało wyjść dłużej. Dodatkowo w ubiegłym roku prowadzone były u nas prace melioracyjne, dlatego nie spodziewałem się trudności ze strony roślinności wodnej, która lubi niekiedy zmniejszyć przepustowość strugi. Niewiadomą stanowił tylko wąwóz pomiędzy Grochowem a Raciążem. Jest to najatrakcyjniejszy i zarazem przełomowy odcinek, gdzie Raciąska Struga jest piękna, ale też szybka i ze zwałkami. Gdy decyzja zapadła, koniecznie chciałem jak najszybciej sprawdzić stan strugi.

O godz. 14.50 wypływam z siedliska i bez zbędnej zwłoki kieruję się do ujścia strugi z jeziora. Na jego końcu znajduje się stopień wodny spiętrzający wody naszego akwenu. Pomimo, że stan wody zdążył obniżyć się już o około 15 cm, to przepływając nad nim, nie poczułem nawet drobnego tarcia. Na prawym brzegu widzę zabudowania naszego siedliska, pasiekę oraz domek do apiterapii, kiwam jeszcze Oli i znikam w przepuście pod drogą Grochowo – Gockowice. Po przepłynięciu niespełna 200 m, z lewej strony mijam dopływ Suskiej Strugi. Byłem tutaj niedawno, ponieważ 23 lutego 2024 r. odbyłem ekscytującą wędrówkę tym szlakiem od samych źródeł... Wracając do raciąskiej, po kilkudziesięciu metrach pierwszy raz wysiadam z kajaka i zaliczam krótką przenoskę przy mostku. Chociaż jeszcze kilka dni temu dałbym radę opłynąć go brzegiem ze względu na wysoki stan wody, który spowodował zalanie okolicznych łąk. Oczywiście cieszę się chwilą ponieważ znowu znalazłem się na wodzie. Wprawdzie nie ma pełnego słońca, ale wyraźnie przebija się zza chmur. Ostatni raz patrzę na nieco już oddalone siedlisko i ruszam w kierunku wąwozu. Odcinek ten to uczta dla zmysłów, ponieważ pomimo pory roku, płynie się pośród zielonych łąk i pól. W wyobraźni dorysowuję do tego sielskiego obrazka, stado pasących się krów rasy holsztyńsko – fryzyjskiej, które swoim charakterystycznym czarno-białym ubarwieniem idealnie komponują się z różnymi odcieniami zieleni. Pewnie jest mi łatwiej, ponieważ pamiętam jeszcze czasy jak każdego dnia krowy były pędzone na pastwisko. Niezależnie od tego, jest jeszcze inny miły akcent, ponieważ mijam parę żurawi oraz małe stadko saren wraz z koziołkiem. Raciąska Struga zaczyna przyspieszać, a na brzegach pojawiają się drzewa. To wyraźny znak, że zbliżam się do wąwozu. Niegdyś w tym miejscu znajdował się się most, ponieważ przez strugę prowadziła droga międzygminna z Grochowa do Wysokiej. Niestety... zarządcom aż do teraz, nie udało się przywrócić obu fragmentów drogi (w rejonie strugi) do stanu używalności oraz odbudować mostu. Formalnie droga nadal istnieje, ale praktycznie to tylko w górnych odcinkach (od strony wsi Grochowo i Wysoka). W pozostałych częściach jest zaorana albo zarośnięta. Niegdyś prowadził przez nią szlak pieszy „Kasztelański” z Rytla do Nogawicy (obecnie przez Raciąż). Pamiętam swój pierwszy przejazd rowerem tym szlakiem i moje zdziwienie, gdy w pewnym momencie skończyła się droga. Dla uzupełnienia, dodam tylko, że wspomniany szlak wiedzie koło naszego siedliska.

Charakter strugi zmienia się o 180 stopni. Z uwagi na duży spadek, rzeka wyraźnie przyspiesza, a brzegi stają się coraz wyższe i jeszcze bardziej porośnięte drzewami. Pojawiają się też pierwsze przeszkody w wodzie oraz bystrza. Żeby nie szerokość koryta, to można by pomyśleć, że płynie się jakimś górskim szlakiem. Większość przeszkód pokonuję bez większych problemów. Jednak w końcu muszę wysiąść z kajaka przy powalonym drzewie, ponieważ przy tym poziomie wody, nie jestem w stanie przepłynąć ani górą, ani dołem. Wyciągam po drzewie swojego Cruisera do góry na brzeg i przeciągam następne 10 m dalej, ponieważ poniżej znajduje się drugie zwalone drzewo. Następne przeszkody pokonuję równie sprawnie, ale pod koniec wąwozu również wysiadam z kajaka i przeciągam go prawą stroną po brzegu. Stamtąd widzę już, że teren jeszcze bardziej się obniża, a struga przyspiesza. Słyszę też głośmy szum przelewającej się wody, a to znak, że może być jeszcze ciekawiej. Po chwili widzę już jego powód. W tym miejscu znajduje się próg wodny, a ponieważ w korycie znajduje się duży uskok to już wiedziałem, że będę musiał podjąć decyzję. W wyniku spontanicznej decyzji i szybkiego wodowania, nie spakowałem do kajaka fartucha, który mógłby zabezpieczyć mnie przed wlaniem się wody do kajaka. Tak więc pozostało mi, albo przeciągnąć kajak dalej brzegiem i zwodować się poniżej progu, albo zacząć wyżej i spłynąć, ryzykując przy tym wlaniem się wody do kajaka. Z racji tego, że już wcześniej na jednym bystrzu dostałem górą trochę wody do kajaka, postanowiłem płynąć przez próg. No przecież nie mogłem odpuścić sobie największej frajdy. Rozpędzam się na ile mogę oraz odchylam do tyłu przy pokonywaniu przeszkody, ale dziób i tak idzie sporo pod wodę i moje turystyczne pływanie kończy się całkowitym zalaniem okolic poniżej torsu. Nie pozostaje mi nic innego jak dobyć pływającej po kajaku gąbki, którą wybieram nadprogramową wodę. Jestem przyzwoicie ubrany, więc nie tracąc więcej czasu ruszam dalej mocno orzeźwiony. Widzę jeszcze trochę słońca, a temperatura powietrza oscyluje wokół 10 stopni, więc jak na 1 marca, aura jest przyzwoita. Przez chwilę płynę spokojniejsza strugą pośród pół i łąk, by po chwili znaleźć się w drugim, mniejszym i spokojniejszym wąwozie. Jakby wziąć pod lupę spływ kajakowy rzeką Brdą i Raciąską Strugą, to ta druga naprawdę nie ma się czego wstydzić. Oczywiście nie jest to taka „autostrada” lub „lotnisko” jak na Brdzie, gdyż rzeka jest zdecydowanie węższa, ale pod względem szybkości nurtu i walorów przyrodniczych, z powodzeniem dorównuje Brdzie... Płynę więc dalej napawając się strugą, która stopniowo zwalnia. Zmienia się też krajobraz, ponieważ wypływam z zadrzewień i ponownie pojawiają się łąki i pola. Widzę też zabudowania wsi Raciąż, drogę, która wiedzie z Raciąża do Wysokiej oraz kościół. Po 15 minutach od mojej częściowej kąpieli i blisko godzinie od wypłynięcia z siedliska, docieram do ciekawego ceglanego przepustu pod wspomnianą drogą. Z tego miejsca jest już tylko 5 minut do jeziora. Po drodze przeciągam kajak po brzegu przy prowizorycznej kładce i płynę dalej strugą, która rozlała się po okolicznych brzegach. Przy wlocie na jezioro robi się dość płytko i pojawia się nieco uschniętej roślinności wodnej, ale o tej porze nie stanowi to dla mnie żadnego problemu.

Wpływam na pierwszy z trzech raciąskich akwenów, czyli Jezioro Raciąskie (pow. 33 ha). Od razu na prawym brzegu, na pierwszy plan wyłania się charakterystyczny i historyczny kościół p.w. Św. Trójcy w Raciążu.

„W 1305 roku nadał wieś Raciąż Wacław II - Piotrowi - synowi Święcy, Od których później odkupiona przez zakon krzyżacki. W 1349 roku lokacja wsi na prawie chełmińskim przez komtura tucholskiego Konrada Vullekop. W. 1454 własność zakonu krzyżackiego potem jako własność królewska wchodziła w skład starostwa tucholskiego. Parafia jedna z najstarszych na Pomorzu wzmiankowana po raz pierwszy w 1356 roku. Poprzedni kościół drewniany p.w. św. Józefa spłonął wraz z całą wsią w 1851 roku. Według przekazów historycznych na odpust św. Józefa do Raciąża zjeżdżała się szlachta z bardzo odległych okolic. Obecny kościół murowany z cegły w stylu neogotyckim został zbudowany w latach 1862-1866 jest p.w. Trójcy Świętej. Plebania bezstylowa zbudowana w 1858 roku. Budowniczym kościoła i plebani był ks. Proboszcz Józef Michał Wielandt. Konsekracja kościoła w 1871 roku. Niemcy w 1945 roku wysadzili w powietrze wieżę o wysokości 49 m. Odbudowana po działaniach wojennych w 1974/1975 przez administratora ks. Tadeusza Brodzika nowa wieża ma 37 metrów wysokości. Po działaniach wojennych w 1945 roku kościół do stanu używalności przywrócił ks. Jutrzenka - Trzebiatowski - odgruzowywanie, odbudowa chóru | zbudowanie tymczasowej dzwonnicy itp. W czasie wojny uległy zniszczeniu także organy.” Źródło: http://www.raciaz.diecezja-pelplin.pl/o-parafii.

Raciąż, z uwagi na swoje położenie, jest wsią o turystycznym charakterze. W dużej mierze, otoczenie miejscowości stanowią jeziora oraz lasy, które niestety dotkliwie ucierpiały podczas nawałnicy z 2017 r. Również goście Siedliska Grochowo, chętnie korzystają z tych walorów, odwiedzając pobliskie akweny. Poniżej kościoła, na skarpie znajduje się cmentarz, który kaskadowo obniża się w kierunku jeziora. W moim spływie rozpoczyna się kolejny, tym razem typowo jeziorny etap. Fajnie... przyda się trochę rozgrzewki, a jeziora Raciąskie są bardzo urokliwe. Niestety nie ma już gęstego boru sosnowego, który przed nawałnicą porastał brzegi raciąskich jezior, ale widoczne są już młode nasadzenia, które z każdym rokiem gęstnieją. Z prawej strony mijam zabudowania Raciąża oraz plażę. Po 15 minutach jestem już po drugiej stronie jeziora. Na kolejne jezioro, płynę przez około 150 m przesmyk, po środku którego znajduje się drewniany mostek łączący dwa brzegi. W tym miejscu wiedzie również wspomniany wcześniej żółty szlak kasztelański, który przecina szlak mojego spływu. Mimo dość jeszcze wysokiego poziomu wody, udaje mi się pod nim przepłynąć.

Docieram na kolejny raciąski akwen - Jezioro Rudnica (pow. 26 ha). Jest to charakterystyczny zbiornik w kształcie litery V. Tuż nieopodal, od zachodu, do jeziora wpływa część wód niesionych przez Suską Strugę, która „rozwidla” się na Jeziorze Śpierewnik. Pierwsza odnoga wiedzie przez Jezioro Wysockie i Gockowickie, a następnie łączy się z Raciąską Strugą nieopodal Siedliska Grochowo. Druga nitka płynie przez Wysocki i Raciąski Młyn, a następnie łączy się z Jeziorem Rudnica. Szlak wiedzie dalej w prawo, na wschód. Miło przypomnieć sobie te tereny od strony wody. Na prawym brzegu znajduje się lokalna infrastruktura noclegowa, wypoczynkowa i turystyczna. Do najbardziej charakterystycznych obiektów zalicza się gminna plaża wraz z zabudowaniami nabrzeżnymi, które widzę już z daleka. W tym rejonie odbijam i płynę drugim ramieniem litery V w kierunku północnym. Na lewym brzegu również widać ponawałnicowe, sosnowe nasadzenia. Na końcu jeziora wpływam w kolejny przesmyk, który prowadzi do Jeziora Przylonek (pow. 12,23 ha). Jest tu całkiem sporo miejsca. Lewy brzeg porastają trzcinowiska, a prawy pokryty jest głównie skupiskami olchy. Po przepłynięciu około 300 m, tylko na chwilę pojawiam się na jeziorze, ponieważ już 150 m dalej, rzeka z prawej strony wypływa z jeziora. Przez chwilę jest tu nieco wąsko, ale szlak szybko się poszerza.

Do Brdy podążam już „szeroką autostradą”. Trudno się temu dziwić, ponieważ w tym miejscu znajdują się wody niesiona aż spod Kęsowa i z dwóch stron Chojnic, poprzez m. in. „Ciechocińską Strugę”, „Strugę” oraz „Suską Strugę”. W przeciągu ostatnich dwóch tygodni miałem okazję poznać dwa z tych szlaków oraz ich dopływy. Dopiero wtedy uświadomiłem sobie, z jak wielkiego obszaru zbierają one wodę. Okolica jest przyjemna dla oka ze względu na urozmaicony charakter. Płynę wśród lasów i łąk. Na trasie przypływam jeszcze obok pary żurawi, którą zaskoczył mój widok. Ponownie miałem okazję z bliska podziwiać te płochliwe ptaki, które stronią od bliskiego kontaktu z człowiekiem. Po przepłynięciu 1,9 km od jeziora, docieram do mostu drogowego na trasie Raciąż - Nadolna Karczma i dalej do Rytla. W 2021 r. przeprawa została poddana gruntownej modernizacji. Stary drewniany most zastąpiła nowa szersza przeprawa o stalowej konstrukcji, co przyczyniło się do zwiększenia jej nośności. Poprzednie ograniczenie do 5t często nie było respektowane i most znacząco obniżył swoją wysokość. Wówczas niezbędne było ustawienie betonowych zapór ograniczających przejezdność do lekkich pojazdów.

Po przepłynięciu kolejnych 900 m, docieram do mostu w Nadolniku, pod którym spiętrzane są wody Raciąskiej Strugi. Dla turystów kajakowych, jest to miejsce ostatniej, krótkiej przenoski. Doświadczeni oraz odpowiednio przygotowani kajakarze (technicznie i sprzętowo), przy odpowiednim stanie wody mogą próbować pokonać przeszkodę. Jednak należy pamiętać, że poniżej stopnia znajdują się głazy, które mogą stanowić niebezpieczeństwo. Okoliczny pejzaż wzbogaca stadnina koni oraz nieczynny już młyn.

„Młyn znajdował się osadzie Nadolnik , będącej od połowy XIX wieku własnością rodziny Janta Połczyńskich. Uruchamiany był kołem wodnym, a rok jego budowy szacuje się na 1864.. Kubatura budynku to1256 metrów sześciennych, a powierzchnia użytkowa 471 metrów kwadratowych. Młyn ten w 1937 r. nabyła Maria Chełstowska i była jego właścicielką do 1947 r. Ściany młyna oparto na cokole kamiennym, bez podpiwniczenia. Ściany pierwszej kondygnacji wykonano z cegły pełnej, łączonej zaprawą wapienno-cementową, drugą kondygnację i poddasze wykonano metodą szachulcową (ryglową)wypełniane cegłą pełną. Młyn produkował wszelki asortyment mąki i kasz. Na pierwszej kondygnacji (parterze)umieszczono przekładnię dolną oraz perkal, na drugiej znajdował się śrutownik i dźwig do kamieni śrutownika.” Źródło: Zabytki kultury przemysłowej w powiecie tucholskim (koniec XIX wieku do 1945 roku) str. 59, Sławomir Komosiński.

Duża ilość wody przelewającej się o tej porze roku, sprawia, że w powietrzu unosi się świeża wilgotna bryza. W związku z tym, że jest już po 17.00, ruszam dalej chociaż niespecjalnie spiesznie, ponieważ otoczenie sprawia bardzo przyjemne wrażenie. Zresztą wiem, że do końca zostało mi około 750 m całkiem szerokiej strugi. Po upłynięciu kawałka szlaku, widzę już charakterystyczne zabudowania pola namiotowego w Nadolnej Karczmie, a zarazem mety mojego spływu. W oddali dostrzegam również nadjeżdżające po mnie moje dziewczyny, ponieważ z lewej strony wiedzie droga z Raciąża. Po obu stronach rozpościerają się łąki, a brzegi porastają olchy. Jeszcze kilka machnięć i płynę już wzdłuż bardzo dobrze wyposażonego i chętnie odwiedzanego przez kajakarzy pola namiotowego, które jest własnością Państwa Rominskich. To znak, że dopływam do mety, ponieważ pole zlokalizowane jest przede wszystkim na szlaku Brdy, do której wpływa Raciąska Struga. Również na Brdzie daje się zauważyć wysoki stan, ponieważ koryto jest zdecydowanie szersze niż latem, a woda wylewa się na brzegi. Po wpłynięciu na Brdę dobijam do brzegu, gdzie czekają już na mnie Ola z Leną.

Tym razem również pokuszę się o małe podsumowanie mojej wędrówki. Za mną przyjemny popołudniowy, 10 km spływ kajakowy Raciąską Strugą. Był on tym bardziej przyjemny, że płynąłem z naszej przystani w Siedlisku Grochowo, po znanych mi terenach, do ujścia strugi do Brdy w Nadolnej Karczmie. Spływ miał też inny wymiar, ponieważ stanowił zwieńczenie moich poprzednich wędrówek szlakami: Ciechocińskiej Strugi (14.02.2024r.) oraz Suskiej Strugi (23.02.2024r.), które wspólnie tworzą Raciąską Strugę. Moja podróż kajakiem była niejako klamrą spinającą poprzednie spływy. Ponadto, dla wszystkich wspólnym mianownikiem było Siedlisko Grochowo, ponieważ to tutaj kończyłem i zaczynałem swoje wędrówki. Dla mnie osobiście, przepłynięcie tych szlaków wzbogaciło moje doświadczenie oraz uzupełniło nieco brakującą o nich wiedzę oraz topografię terenu, szczególnie podczas planowania i wcześniejszych zwiadów terenowych w poszukiwaniu źródeł. Tym razem, moja podróż kajakiem trwała 2 godziny i 20 minut, ale tradycyjnie już robiłem dużo zdjęć i zbierałem swój materiał, więc o tej porze roku jest to odcinek „do zrobienia” w dwie godziny. Oczywiście trzeba brać poprawkę na późniejszą wiosnę, lato oraz wczesną jesień. Wówczas stany wód mogą być niższe, a co za tym idzie spływ może się wydłużyć. W tym okresie może też wystąpić nieco roślinności wodnej, co również należy brać pod uwagę. Dla osób, które chciałby podążyć moim śladem mógłbym doradzić, aby przygotowały się do spływu. Ma to znaczenie szczególnie na odcinku z Grochowa do Raciąża. Warto swój ekwipunek zabezpieczyć w worku lub pojemniku wodoszczelnym. Z pewnością nie zaszkodzi mieć ze sobą fartuch żeby uniknąć wlania się wody do kajaka, co np. przytrafiło się mi. Z pewnością nie był to mój ostatni spływ Raciąską Strugą w tym roku. Wszystkich, którzy chcieliby spróbować swoich sił na raciąskiej, zapraszam do skorzystania z oferty Siedliska Grochowo. Wypożyczamy kajaki, zapewniamy: noclegi, transport kajaków i osób, usługę pilota/ratownika, parking oraz aktualne informacje o szlaku. Niezależnie od tego, wszystkim kajakarzom służymy radą i pomocą. Istnieje możliwość zorganizowania spływu do Nadolnej Karczmy (10 km) lub dalej przez Brdę, do Woziwody (dodatkowo 7,2 km).

Do zobaczenia na szlaku i połamania wioseł! Ja tym razem niczego nie połamałem 😉

Wojtek

menu-circlecross-circle linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram